
I znów siedziałam… nie mogąc otworzyć ust.
Kiedy mam się śmiać, żartować, doradzać, pocieszać – wtedy doskonale wiem, co mówić.
Czasem mówię od siebie, czasem przemawia Duch. Kiedy mam się modlić na głos – nie mogę wydobyć ani słowa.
Najśmieszniejsze jest to, że modlitwa płynie lekko, gdy modlę się bezgłośnie. Przecież zawsze jest za co dziękować, uwielbiać…
Zastanawiam się co jest nie tak ? Co mnie blokuje ? Co mi nie pozwala ? A nawet co mnie zniewala ? Co sprawia, że nie potrafię ?
Strach ? Wstyd ? Nie znam odpowiedzi…
To jest tak, jak na tym zdjęciu obok: to, co jest w środku (jak oczy, osadzone w ciele) może troszkę przestraszone, ale raduje się w Panu i chce to rozgłaszać… to, co jest osadzone na zewnątrz (jak usta) jest zamknięte, zakryte i nie może przemawiać do innych.
Nie wiem jak to przezwyciężyć, jak sobie z tym poradzić…
dlatego piszę o tym, bo chyba czas zacząć mówić… choćby poprzez słowo pisane…
Piszę o tym, bo wiem, że Przyjaciele będą się za mnie modlić,
a nie wiem czy udałoby mi się otworzyć usta i na głos o to poprosić… po prostu nie wiem…
" Keep trusting Him and the answers to your questions will come to you. Leading worship is a wonderful thing and a great honor. I pray that you will grow and discover that it is not about the music, but about your heart that is chasing after God. "
Muszę pamiętać o tym !!!